Monikę prześladuje pech

Znam Monikę od dawna. I przez cały ten czas, kiedy ją znam, obserwuję jak biedaczkę ciągle prześladuje pech, jak ciągle na swojej drodze spotyka Monika niewłaściwych ludzi, jak dręczą ją zdarzenia co najmniej niefortunne.

Ty pewnie też znasz Monikę.

Poznałyście się na studiach. Monika doszła do waszej grupy na drugim roku. Kilka lat starsza, wróciła na studia po przerwie, którą poświęciła na urodzenie i wychowanie dziecka. Otwarta, pełna energii, megatowarzyska, błyskotliwa – ty i twoi znajomi od razu ją polubiliście. Co tam polubiliście… Pokochaliście. I to do tego stopnia, że kiedy miała problem z notatkami, wejściówkami, pracami zaliczeniowymi, niemal każdy wykazywał się wyrozumiałością (bo Monika sama wychowuje dziecko, bo się rozwodzi, bo ma konflikt z rodzicami, bo straciła pracę….) i chętnie spieszył z pomocą.

Tak, Monika zawsze miała pod górkę.

Pamiętasz jak na trzecim roku przygotowywałyście we dwie (ty i Monika) prezentację na zaliczenie semestru z iksologi teoretycznej?

Monika ma pechaŁadnie podzieliłyście się pracą, elegancko wszystko zaplanowałyście i wyglądało na to, że pójdzie jak po maśle. W dniu poprzedzającym prezentację Monika zadzwoniła do ciebie po południu z informacją, że musi zawieźć babcię do szpitala i raczej nie da rady przygotować swojej części. Co zrobiłaś? Kawę zrobiłaś i usiadłaś do roboty. Całą noc siedziałaś, ale przygotowałaś część Moniki. Na szczęście sytuacja z babcią do rana się wyjaśniła i Monika mogła wygłosić swoją część prezentacji (na podstawie notatek, które specjalnie dla niej przygotowałaś).

A pamiętasz jak na czwartym czy piątym roku kolega złapał super zlecenie i żeby uporać się z krótkim deadlinem  postanowił podzielić się z wami robotą? Co cztery głowy to nie jedna, prawda? Najpierw praca indywidualna, potem wspólna weryfikacja. Tylko jakoś część, która należała do Moniki, wciąż się nie pojawiała. Jakiś problem z programem pocztowym chyba miała, bo wysyłała (przysięgała, że wysyłała), ale nie dochodziło. Do nikogo. Dwa dni przed deadlinem coś się znowu stało, dzisiaj już nikt nie pamięta co: czy to był jakiś problem z psem, byłym mężem, samochodem…. nieważne. Podzieliliście część Moniki na trzy i jakoś – zarywając noce i zajęcia na uczelni – uporaliście się z robotą na czas.

A pamiętasz te wspólne imprezy? Jak Monika wypadła z Toi-Toia… Albo jak ty i twój chłopak odwoziliście ją do domu i musieliście w końcu położyć ją do łóżka, bo sama nie była w stanie nawet wywlec się z samochodu…. Albo jak szliście po zajęciach na piwo i zanim ktokolwiek zdążył dopić pierwsze, Monika już szła po trzecie…. To wszystko przez ten drugi rozwód.

Czasami tak bardzo pragniemy, żeby ludzie rzeczywiście byli takimi, jakimi ich widzimy, że wszytko, a przynajmniej bardzo wiele, jesteśmy sobie w stanie wytłumaczyć.

Monika zadzwoniła do mnie niedawno z pytaniem, czy nie znalazłaby się dla niej jakaś robota w mojej fabryce.

Znam Monikę. Jest inteligentna, przebojowa, potrafi być ujmująca. Ma kwalifikacje. Może czasem nieprzewidywalna…. nieco nieodpowiedzialna… No ale ludzie się zmieniają, prawda? W końcu kupę lat się nie widziałyśmy. Przez tyle czasu nawet największy “pechowiec” ma prawo wyrosnąć ze swojego pecha. Ludziom trzeba dawać szansę…

I Monika dostała swoją szansę.

Tylko że nie pojawiła się na rozmowie.

Nie mogłam się tego dnia nawet do niej dodzwonić.

Pewnie coś się stało.

Nawet nie chcę wiedzieć co.

Czy ludzie się zmieniają?

Może Ci się również spodoba