Propaganda sukcesu

Jeden z moich przyjaciół nazywa to propagandą sukcesu.

Wrzucane na fejsa foty z wakacji na Bali albo zdjęcie licznika samochodu niby to przypadkiem pokazujące znaczek Mercedesa na kierownicy, opowiadanie jak świetnie się bawiliśmy i jaką byliśmy duszą towarzystwa na imprezie networkingowej „przedsiębiorcy z Targówka”, zapraszanie wszystkich znajomych na koncert w domu kultury, podczas którego twój bachor siedząc w 10 rzędzie orkiestry pitoli na kontrabasie.

Propaganda sukcesu.

Raczej nikt nie wrzuca na fejsa foty pryszcza, który wyskoczył mu dzisiaj rano na czole. Wpisy w rodzaju „nienawidzę swojej roboty, bo nawet koledzy traktują mnie jak ścierę do podłogi” też nie należą do powszechnych. I nie przypominam sobie, żeby ktoś ze znajomych chwalił się ostatnio, że w związku z kryzysem finansów w domowym budżecie wakacje spędza u rodziców na działce (bo nie dość, że nie trzeba wydawać na hotel, to jeszcze nakarmią za darmoszkę) – po prostu wszyscy nagle zapałali miłością do ogrodnictwa i pielenia ekologicznej marchewki.

Nawet samotna psiapsióła singielka opowie, jaki to ostatni seks był fajny, zapominając jednakowoż zaznaczyć, że wydarzył się jakieś trzy lata temu.

Lubimy się chwalić. Nie lubimy się przyznawać do porażki.

Jedni trochę bardziej, inni trochę mniej.

Jedni potrzebują się w ciężkich chwilach wypłakać na czyimś ramieniu, inni wolą zdusić żal w sobie.

*****

Umówimy się na kawę i opowiesz mi o swoich problemach.Podobno zapominam zadzwonić, wpaść w odwiedziny, umówić się na kawę.

Nie zapominam. To po prostu nie jest dobry czas na rozmowę. Pogadamy, jak już wszystko poukładam. Jak już wszystko będzie piękne, lśniące, a foty z egzotycznych wyjazdów znów zaczną razić nasyconymi kolorami.

Wtedy umówimy się na kawę. I wtedy opowiesz mi o swoich problemach w pracy, kryzysie w małżeństwie i łysieniu plackowatym. Powiesz mi, że ja to mam szczęście. I zadumasz dlaczego to tylko tobie przydarzają się takie problemy.

Pewnie, że nie tylko tobie. Ale ty potrzebujesz o nich mówić. Ja nie. Ja wręcz wzdragam się na myśl o odsłonięciu miękkiego podbrzusza i wyartykułowaniu, że jest źle, że wszystko wzięło w łeb, że ręce opadają i cholera wie, co dalej. Nie potrzebuję tego. Wolę posłuchać o twoich problemach. Schadenfreude.

Kiedy byłam mała i płakałam, bo wydarzyło się coś złego, tata pytał mnie zawsze: „Jesteś baba czy chłop?” „Chłop”- odpowiadałam przełykając łzy, zaciskając zęby i pięści, bo wiedziałam, że prawdziwy chłop nie płacze. Tata mnie tego nauczył. Mój tata, który nie ma żadnych problemów.

Pogadamy, jak wszystko ponaprawiam. Chętnie posłucham o tych cudownych wakacjach na Bali, na które nie miałaś z kim jechać i zabrałaś w końcu ze sobą brzydką jak noc, równie brzydką jak ty,  równie grubą, równie czterdziestoletnią i równie samotną przyjaciółkę.

Może Ci się również spodoba